Pierwsze jaskółki tej jesieni



Zaczynanie czegokolwiek nieokreśloną jesienią wydaje się być pozbawione sensu, prawda? 
Tak sobie dumam, że może lepiej było by poczekać do początku nowego roku - tak symbolicznie, albo rozpocząć w jakiś istotny dla ludzkości dzień, żeby to miało sens jakiś. Jesienią przecież Świat popada w senność. Wskakuje w kapcie z marazmu, zawija się w kocyk ze stagnacji i żyje postanowieniem przeczekania w ten sposób do wiosny. Nie ganię, robię dokładnie to samo.

Jesienią pośród ludzi wzrasta ilość spożytej herbaty, zwłaszcza tej z pomarańczą, miodem i imbirem. Ja dodaję jeszcze goździków. Jesienią większość rzeczy zmierza w zasadzie ku końcowi. Kolory kwiatów odchodzą w zapomnienie, drzewa oddają swe liście ziemi, uścisk dłoni letnich kochanków rozluźnia się, przychodzi w ich duszach czas mgły. Wtedy dobrze się czyta. Wtedy dobrze się serialuje. Wtedy dobrze się słucha. Wtedy dobrze się duma o... .

A ja uwielbiam sobie dumać o wszystkim i o niczym, dlatego tworzę prywatne wirtualne miejsce do dumania. Jest zatem jakiś tam dzień w połowie jakiegoś października. I choć się zaczyna, nic się tu tak naprawdę nie zaczyna. Bo cytując Wisławę Szymborską: 

Każdy przecież początek
to tylko ciąg dalszy,
a księga zdarzeń
zawsze otwarta w połowie. 

Dzięki temu jest tak, jakbym zawsze tu była, w ten pokraczny sposób czyniąc usilne starania. Na początek - nawet jeśli nim nie jest - wypada się zawsze przywitać, prawda? 

Zatem: Witaj

Witać się jednocześnie z nikim i z każdym. Osobliwe uczucie.