Jakub Małecki: Horyzont


Rozsądek podpowiada, że powtarzanie w kółko tego samego i liczenie na inny rezultat prowadzi do znudzenia odbiorcy oraz szaleństwa twórcy. Dlatego mamy w sobie jakiś naturalny odruch, by w chwili osadzenia w ramy charakterystyczne wyrywać się, pokazać, że potrafimy więcej, potrafimy inaczej. Chyba nikt nie lubi szufladkowania. Tylko jeśli jesteś twórcą i zdobyłeś serca swych odbiorców konkretnym stylem tworzenia, naturalnie by ich utrzymać, powinieneś dalej iść w tym kierunku. Wpadasz w zamknięty krąg z wnętrzem wypełnionym komfortem i stabilizacją. Oraz nudą. Gdy więc twórca postanawia się z tego kręgu wyrwać, w zasadzie podejmuje ryzyko. Bo może się udać, ale i nie musi. Może nie być już za nim nikogo. Jakub Małecki postanowił przerwać krąg i wystawił but poza "Dygot", "Rdzę" czy nawet "Ślady". Opłaciło się? 

Najnowsza powieść Małeckiego "Horyzont" to historia dwóch osób. 
Mariusz Małecki (tak, Małecki) nie jest ani modny, ani funkcjonalny, ma 36 lat, problemy ze snem i zespół stresu pourazowego, choć w papierach napisali mu, że nie. Brał udział w misjach w Afganistanie, a teraz stara się wrócić do normalnego, cywilnego życia. Po sąsiedzku mieszka Zuzanna Krawczyk, młoda dorosła, dziewczyna, która dla świętego spokoju odgrywa przed chorą babcią swoją matkę, co doprowadza do wyrzucenia jej z bezpiecznej ostoi rodzinnej stabilizacji i odkrycia, że jej dotychczasowa wizja rodziny to najpewniej żart. Oboje mocno połamani, oboje zagubieni, oboje próbujący niejako stworzyć się na nowo. A przynajmniej autor chciałby, byśmy ich takimi widzieli. Traumatyczne przeżycia z wojny przeplatają się z rozwiązywaniem rodzinnej tajemnicy. 

" I znowu mam wrażenie, że świat doskonale mógłby się obejść bez nas dwojga. "
Jakub Małecki - Horyzont 

W punkt, panie Małecki.

Tak sobie dumam, że można nie być lekarzem, jednak całkiem dobrze opisać przebieg operacji, dzięki wskazówkom praktyka, bo to techniczne, jedynie opis czynności do odtworzenia. Próba przelania na papier cudzej traumy, zwłaszcza wojennej traumy przez kogoś, kto wojnę zna z filmów i opowiadań innych ludzi to jednak zadanie trudne. Małecki, chcąc wyjść poza schemat swych wcześniejszych powieści, podejmuje się zdobycia ośmiotysięcznika. Tworzy więc człowieka przeoranego przez wojenne przeżycia, złamanego tym, czego musiał się dopuszczać. Pechowo jednak wspina się na tę górę w trampkach. "Horyzont" stylizowany jest na powieść surową, od której miało wiać chłodem, maskowaniem przez jej bohaterów emocji. Niestety powieść zionie pozbawioną autentyzmu opisywanych emocji pustką. Naprawdę trudno jest uwierzyć głównemu bohaterowi, który mówi, że coś jest z nim nie tak, bo takim chce być przez pryzmat powieści postrzegany, jednak nie robi w zasadzie nic, by te słowa uznać za wiarygodne. Maniek jest żaden. Na jego tle zdecydowanie lepiej wyszedł Małeckiemu wojenny kolega głównego bohatera, który skrywa się przed światem realnym w świecie wirtualnym. 

Paradoksalnie siłą pisarstwa Jakuba Małeckiego zawsze były emocje tworzonych przez niego bohaterów: smutek, ból, żal, strach. Identyfikowanie się z nimi było naturalne w czasie czytania. Być może dlatego, że pisarz te emocje zna osobiście, potrafi z nimi pracować, podnieść je miejscami do rangi małych dziełek sztuki. Tym razem jednak nie zagrało. Trauma głównego bohatera "Horyzontu" jest niewyczuwalna. Opisywana, owszem, otrzymujemy dobrze poprowadzoną historię jego wojennych przeżyć, którą odkrywamy kawałkami, układamy sobie puzzle ze wspomnień i ta historia sama w sobie jest ciekawa, ale właściwie tylko tyle. Nie można się wyzbyć poczucia braku głębi. Ładny dzbanek a w nim woda bez smaku. 

Wracając do pytania: czy było warto, Małeckiemu wystawienie buta z kręgu chyba się opłaciło. Książki rozesłano, więc nota na LC wysoka. Cholera, najwyższa z pośród wszystkich powieści Małeckiego. Co się dzieje z recenzentami? Bartosz Koszała, obecnie znany jako Bodo Kox, ma podobno zamiar przenieść "Horyzont" na ekrany. Historia dosyć filmowa, fakt. Czyli sukces, prawda? Tylko czemu jakość wszystko to wydaje mi się puste niczym sama powieść? Nie wiem. Doceniam Małeckiego za "Dygot", "Rdzę", "Ślady". W tych powieściach jest pewien rodzaj literackiej magii. Autentyczność, której szukam w literaturze. W "Horyzoncie" tego jednak zabrakło. Zupełnie nie znajduję w tym Małeckiego, ale idę za nim dalej, bo w końcu to normalne, że raz jest lepiej, a raz gorzej. Niech szuka sobie chłopak.

PS.
Jeśli szukacie literackiej dawki dobrze opisanej skrywanej wojennej traumy, polecam "Żółte ptaki" Kevina Powersa. A. Podrzucę je na stronę za kilka dni.

____________________________
Jakub Małecki: Horyzont
wydawnictwo: SQN
rok wydania: 2019