Todd Phillips: Joker (2019)


 Wszyscy już powiedzieli wszystko, co chcieli powiedzieć? To dobrze. To teraz ja.

To było cudownie abstrakcyjne doświadczenie. Unikasz wszystkiego, co o tym filmie pisano i mówiono. Uparcie. I udaje się jakoś. Siedzisz potem w kinowym fotelu i ze zdumieniem patrzysz na postać, którą znasz niemal całe swoje życie. Pierwszym, co Cię zaskakuje to świadomość, że Joker 2019 nie jest kontynuacją postaci z 1989 roku, że mieszkają w bardzo odległych od siebie galaktykach, noszą odmienne imiona, mają kompletnie nieprzystające do siebie życiorysy. Dwie różne postacie, połączone jedną rozmazaną gębą klauna (i, oczywiście, tytułem największego badassa DC). Ale nie przeszkadza Ci to. Wciąga Cię.

"JOKER" to jednoosobowy spektakl. Nie ma tu miejsca dla innych postaci, cały czas podążasz za głównym bohaterem, a główny bohater wypełnia każde ujęcie, jakby było lodówką. Arthur, bo tak ma na imię najnowsza wizja Jokera,  to mocno prywatne, a jednak piorunujące doświadczenie rozpadu ludzkiej osobowości. Spoglądanie na próby utrzymania wybuchu na wodzy i obserwacja momentu pęknięcia, poddania się, buduje pewien emocjonalny kłębek, który najpierw czule głaszczesz, a potem nie wiesz, gdzie rzucić, bo pali Cię w dłonie...

Arthr, Arthur Fleck. Już na starci na straconej pozycji.  Nieśmieszny komik ze społecznych nizin, wspierający chorą matkę, choć tak naprawdę sam potrzebujący opieki. Słaby, chory, poniewierany. Jednostka bez siły przebicia, jednostka bez głosu. Gówniana praca, obcinane dotacje na leki, bezsilność. Niemy krzyk. Człowiek kopany przez życie z każdej strony w pewnym momencie nie wytrzymuje. Pęka. A co z tego pęknięcia osobowości wylezie?

Zabawne, że fabuła tego filmu jest w zasadzie żadna. Taka prawda. Joker nie jest ironicznie zabawny, nie sprawia wrażenia pozytywnego pomyleńca. Widz patrzy pełen wątpliwości. Co z tym, co widzi, zrobić? I tym właśnie ten film wygrywa z innymi. Tłumy nie szły na komedię czy thriller. Tłumy nie miały pojęcia, że idą na dramat psychologiczny. Jedni pokochali, siedzieli oniemiali, drudzy wyszli zażenowani. Och, jaka piękna tragedia, mogę rzec. Bo film Todda Phillipsa przytłacza emocjonalnie, a nie każdy umie w cudze emocje. Wszystko jest tak uszyte, że jednocześnie współczujesz i nienawidzisz. Zawieszenia, niedopowiedziane sceny. Im głębiej za Arthurem wchodzisz, tym sprzeczniejsze uczucia w tobie walczą. Pamiętasz kłębek? Co z nim zrobisz?

 Put on a Happy Face

Piękne studium szaleństwa w wykonaniu genialnego Joaquina Phoenixa, który stuprocentowo przekonuje, że nie jest do końca normalny. Jak to wszystko jest zagrane! Fachowcy mówią chyba brawurowo, ale proszę Cię. Jeśli rozwinąć listę na IMDb to okazuje się, że w tym filmie gra też sporo innych aktorów, ale poza karłem ze sceny w mieszkaniu Arthura i finałem występu Roberta DeNiro (tak, nie staję na styku płyt chodnikowych i unikam spoilerów) nikogo się nie pamięta. Ni-Ko-Go. Nie dlatego, że byli źli. Po prostu na tym ekranie jedna postać świeci tak mocno, że przesłania wszystko inne.

Tak sobie dumam, czy to szczęśliwie dla Arthura, czy może raczej przeciwnie, że akurat w tym czasie w mieście Gotham pod pokrywą garnka zupy społecznego niezadowolenia już mocno wrzało i lada moment miało wybuchnąć? Tak naprawdę Gotham nie potrzebowało Arthura. Powiedzmy sobie szczerze, Gotham nie potrzebowało Jokera. Był jak Indiana Jones i Arka Przymierza - i tak by do tego doszło z nim czy bez niego. Jak potoczyłyby się jego losy, gdyby nie stał się wygodną wymówką, doskonałym usprawiedliwieniem dla ogólnej agresji? Potrzebowało jedynie powodu i dobrego logo, by móc siać zamęt i zniszczenie w imię walki z bogactwem i lokalnym establishmentem. Gotham dostało idealną gębę. Już nie jest industrialnym miastem noir z wizji Tima Burtona (moim ulubionym). Jest tak naprawdę everymiastem rządzonym przez anarchię, nihilizm i przemoc.

Chyba żaden film nie był dla mnie tak bardzo niewygodny jak ten. Kamień w bucie. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz patrząc na ekran czułam tyle sprzecznych emocji. Współczułam i potępiałam jednocześnie. Rozumiałam i... rozumiałam. Czas zniknął, ludzi nie było. Tylko ja, doskonale poprowadzony film i niesamowicie zagrana postać. Magia.

Och, lubię płonące kłębki. Chcę jeszcze raz.
Zdecydowanie 6/6.


JOKER
gatunek: kryminał, dramat, thriller (z naciskiem na dramat i to psychologiczny) 
główne role: Joaquin Phoenix, Robert De Niro, Zazie Beetz
reżyseria: Todd Phillips
scenariusz: Todd Phillips i Scott Silver
zdjęcia: Lawrence Sher
muzyka: Hildur Guðnadóttir
rok: 2019