Kevin Powers: Żółte ptaki


Przy okazji opowiadania o najnowszej powieści Jakuba Małeckiego "Horyzont" obiecałam, że przypomnę inną (lepszą) fikcyjną historię o wojennej traumie. Moment idealny, bo kolejną książkę, o której chciałabym opowiedzieć na łamach zadumanej strony, dopiero kończę czytać. Książka "Żółte Ptaki" jest powieścią, inspirowaną osobistymi przeżyciami wojennymi Kevina Powersa, choć sama historia fabularna w nich opisana jest (jak twierdzi autor) fikcyjna. Wydana w Polsce w 2013 roku, więc można by rzec - staroć, o którym dawno zapomniano. Na szczęście strony takie ja ta nie zapominają wartościowej literatury.

Młodzi ludzie, wychowani w tak zwanej kulturze zachodniej, zaciągają się do armii na własne życzenie. Może chcą przeżyć coś emocjonującego, może przed czymś uciekają, może nie wiedzą, co ze sobą zrobić, może potrzebują pieniędzy albo tak ich wychowano. Każdy z nich ma swoją własną motywację. I idą na wojnę, bo tego chcą. Bart również po prostu się zaciągnął. Na szkoleniu poznaje Murpha i gdy dowiaduje się, że ten ma osiemnaście lat, myśli o nim "jeszcze dziecko". Sam ma 21... Tuż przed wylotem, podczas pożegnań z rodzinami i bliskimi, składa obietnicę. Nic szczególnego, ot zwyczajowo przyjęte formułki. Jednak, na skutek przeżyć związanych z walką, obrazów, które zmuszony jest oglądać, wydarzeń, w których musi wziąć udział, dane słowo urasta w jego głowie do rangi misji, której nie wypełnił. Poczucie straty i niemożność poradzenia sobie z przeżyciami sprawiają, że lekko złożona obietnica staje się jego przekleństwem.

"Żółte Ptaki" to historia człowieka powracającego z piekła, do którego zaciągnął się na ochotnika. Wrócił, ale nie sam. Przywiózł ze sobą pamiątkę. Bo wojna wcale nie pozostała tam daleko na pustyni. Przyjechała razem z nim i zagościła w jego głowie na dobre.

Raz żółty ptak / o żółtym dziobie / za oknem mym / przycupnął sobie.
Zwabiłem go / na zwykły chleb / a potem: jeb! / zdzieliłem w łeb...
tradycyjna piosenka marszowa armii amerykańskiej

Wojna potrafi wyzwolić w człowieku to co najgorsze. Nagle dostajesz broń do ręki i bez wahania musisz zabić. Jeśli nie zabijesz ty - oni zabiją ciebie. Konsekwencje, które starcie pozostawia w psychice mogą objawić się później. Jak pomiędzy kolejnymi unikami przed kulami latającymi w powietrzu pozostać człowiekiem? Teraz, tutaj pośród piasków pustyni, jesteś zwierzęciem. Musisz nim być. W pewien sposób wszyscy wracają z wojny martwi. Prawda taka, że to w ogóle nie jest opowieść o wojnie, choć oczywiście o wojnie opowiada.

Tak sobie dumam, że współczesna technika wojskowa rozwija nie tylko narzędzia zniszczenia, ale również kładzie nacisk na ochronę żołnierzy. Politycy i dowódcy szczycą się tym, że ten, czy inny cel militarny osiągnęli kosztem relatywnie niskich strat w ludziach. Niby wszystko świetnie, ale na wojnie nie traci się tylko życia lub zdrowia. Bardzo łatwo można stracić człowieczeństwo, wrażliwość, wiarę w dobro. Te wartości nie są ważne na polu walki, więc giną pozostawione bez ochrony. I tak wracają do domów mniej lub bardziej okaleczone fizycznie ciała, poranione i złamane dusze, które nie radzą sobie w zwyczajnej rzeczywistości. Pytanie "...i po co to wszystko?" staje tutaj jeszcze bardziej przejmujące i natarczywe.

A za tym wszystkim stoją Ci, którzy w swoich wygodnych gabinetach planują i toczą wojny sponad biurek. Bezpiecznie i komfortowo, ze szklaneczką czegoś zacnego w dłoniach. W imię wyższych celów, władzy, pieniędzy wysyłają - często na śmierć - nieświadomych do końca tego, na co się piszą, osiemnasto- czy dwudziestolatków. A potem ci mężowie stanu, wielcy przywódcy z mandatem poparcia w jednych wyborach, przegrywają następne wybory i nikt już nie pamięta po co była ta wojna. Ale ona trwa nadal i trzeba ją kontynuować dla bliżej nieokreślonego zwycięstwa. Nawet jeżeli ktoś pójdzie w końcu po rozum do głowy i uzna, że już dość, to łatwo nie da się skończyć tego piekła. Po pierwsze, bo wycofanie się to wstyd na arenie międzynarodowej, a po drugie - jak spojrzeć wyborcom w oczy i powiedzieć, że ich dzieci zginęły... właściwie na marne?

Wciągająca, przejmująca i wiarygodna. Bez cienia wątpliwości:
5/6


tytuł: Żółte ptaki (Yellow birds)
autor: Kevin Powers
tłumaczenie: Michał Strąkow
wydawnictwo:  Insignis
rok wydania: 2013