Dumanie w czasach zarazy

Stare chińskie przysłowie mówi: " Obyś żył w ciekawych czasach ".  Ironia losu, prawda? Od pewnego czasu wraz z rozpoczynają...

strumień świadomości odnośnie koronawirusowej rzeczywistości

Stare chińskie przysłowie mówi: "Obyś żył w ciekawych czasach".  Ironia losu, prawda?

Od pewnego czasu wraz z rozpoczynającym się dniem sprawdzam przyrost zachorowań oraz ilość ofiar śmiertelnych. Dookoła chaos w głowach, strach i społeczne przerażenie. Obudziłam się w marcu w innym świecie. Nagle siedzę w moich prywatnych czterech ścianach, w otoczeniu książek, muzyki, gier, w ulubionym fotelu z nakazem niewychodzenia bez potrzeby i czuję się bezpiecznie. Nie wychodzę, gdy nie muszę. Żyję w czasach zarazy. Pracuję w czasach zarazy. I tak dumam w czasach zarazy, słuchając relacji innych z odseparowania.

Jestem introwertykiem więc mam łatwiej. Konieczność oficjalnego odcięcia się od ludzi i zamknięcia w domu jest dla mnie czymś pozytywnym. Do ładowania wewnętrznych baterii nie potrzebuję innych. Ale kilka znajomych mi osób stoi na drugim biegunie osobowościowym. Miotają się w zamknięciu, nie wiedzą, co ze sobą zrobić, łakną towarzystwa ludzi. Moje wszelkie możliwe komunikatory internetowe są przeciążone od rozmów grupowych. A najaktywniejsi na nich to właśnie Ci, którzy potrzebują fizycznego towarzystwa drugiego człowieka niczym tlenu. Wyobrażam sobie, co czują. Przeżywam coś w tym kształcie od poniedziałku do piątku na open space. Tyle że ja tęsknię wtedy za domem. Dlatego trzeba wspierać, rozmawiać, odpowiadać. Słać memy, filmiki. By ekstrawertycy nie czuli się osamotnieni.

Tryb życia nieco mi się zmienił. Praca zdalna - jeszcze do niedawna kategorycznie niemożliwa z perspektywy mego pracodawcy - okazała się być jak najbardziej możliwa do zorganizowania w 24 godziny, gdy pojawiło się widmo całkowitego zatrzymania firmy. Zatem. Wstaję o 8:30, ogarniam się, robię kawę, o 8:45 jestem w pracy. W czasie różnych telko wstawiam zmywarkę, przygotowuję obiad. I cały dzień pracuję. Krążąc między fotelem, biurkiem, kanapą. Nie włączam telewizora. Nie słucham muzyki, bo ciszy domu nie muszę przecież zagłuszać dźwiękami. Nic mnie nie rozprasza. Czas płynie mi niezwykle szybko. A gdy decyduję, że kończę pracę na ten dzień, minutę później jestem w domu. Ciepłe i przyjemne.

Tyle że gdy skończy się możliwa do wykonywania praca, skończy się też kasa. Mam tego pełną świadomość.

Dużo rozmawiam z bliskimi. Moi rodzice nie mogą schować się w domu. Stoją w zasadzie na pierwszej linii frontu. Mówią: "ktoś musi wychodzić, żeby ktoś inny mógł być w domu". Martwię się o nich, ale wiem, że robią coś dobrego. Choć gdyby to ode mnie zależało, zamknęłabym ich i nie pozwoliła się ruszać. Przemawia przeze mnie dziecięca troska i uczucia. Ale nie można być egoistą. "Rząd każe mu iść, leczyć, pracować w nieprzygotowanym na epidemię szpitalu", pisze na fejsie matka dzieci mojego znajomego lekarza. Nie dziwię jej się. Też chciałaby go pewnie ukryć. Doceniajmy tych, którzy z różnych względów nie zostaną w tym dziwnym czasie w domu. Wspierajmy ich, nie utrudniajmy im, nie narażajmy ich niepotrzebnie.

"I po co to wszystko? Co to da? Mam być chory to będę chory." Takie pytanie zadaje jeden ze znajomych. Nie rozumie tej izolacji. Jego biznes przez to cierpi, stracił dochody, nie wie, skąd wziąć na rachunki czy wypłaty. Państwo nieszczególnie mu w tej kwestii pomaga. Sąsiad po tygodniu łączenia pracy i pilnowania dzieci jest psychicznie wyczerpany i przeraża go perspektywa dalszych dni w takim trybie, bo dzieci szybko się nudzą tym, co robią i bardzo chcą bawić się z tatą, a fakt, że tata pracuje nie ma znaczenia. Informacji o przedłużeniu okresu zamknięcia szkół do Wielkiej Nocy nie przyjęła dobrze bliska mi mama przedszkolaka. Boi się, że pracodawca nie przedłuży jej  kończącej się w tym okresie umowy o pracę. Państwo nieszczególnie w tej kwestii pomaga.

Cóż. Stanęliśmy nagle z dnia na dzień w  obliczu zupełnie nowej sytuacji. Ale uczymy się jako społeczeństwo. Dzięki wiadomościom o tym, co dzieje się w innych krajach, możemy spróbować uchronić się przed ich błędami. Nie wychodźmy bez potrzeby, wspierajmy bardziej narażone na zarażenie osoby starsze z naszego otoczenia, wyprowadźmy im psa, zróbmy zakupy przy okazji swoich własnych. Za jednym razem. Wszyscy się boimy. Nie wiemy, co będzie jutro, kiedy ten dziwny czas się skończy, nie znamy jego skutków, mamy świadomość, że grozi nam ogólnoświatowa recesja. Epidemia niewątpliwie zmieni ludzkość. 

Ale przeżyjemy. 
I nie staniemy się przyczyną choroby czy śmierci drugiego człowieka.
Myślę, że to w obecnych czasach priorytet.

źródło: Twitter @GaryWarshaw

Naprawianiem, łataniem, sprzątaniem, stawianiem na nogi, całą resztą zajmiemy się później.
Żywi i zdrowi. Ludzkość radziła sobie już w trudniejszych sytuacjach.

Podumałam sobie.

Z życzeniami zdrowia,

You Might Also Like

0 komentarze