Stephen Baxter: Proxima


W mieście pełnym sztucznego światła (i smogu) trudno czasem dojrzeć gwiazdy. Choć ich nie widzimy, są, mrugają do nas jak za dziecięcych lat. Uruchamiają u patrzącego wewnętrzną potrzebę dążenia i zdobywania tego, co wydaje się z pozycji gruntu niezdobywalne. Kosmos. Stanęliśmy zaledwie po kostki w oceanie Wszechświata, ogłaszając  dumnie jego podbój. Ale teraz sięgamy dalej, bo mamy przecież technologiczną możliwość. Czytam właśnie "Ultimę" Stephena Baxtera i pomyślałam, że dobrym gruntem pod przyszłość i to co mam do powiedzenia, będzie wyciągnięcie z przeszłości jej poprzedniczki "Proximy".

W śnie o końcu czasów pojawiła się nuta ponaglenia.
Stephen Baxter "Proxima"

Uwielbiam ten cytat.

Wszechświat oferuje nieograniczone możliwości. Liczne ciała niebieskie tylko czekają na zaludnienie, co w wieku dwudziestym siódmym, czasach powieści, czasach przeludnienia na Marsie, Merkurym i mocno zniszczonej już Ziemi, nie jest bez znaczenia. Potrzebne jest miejsce. Więcej miejsca. Taki jakby Harry Harrison tylko na skalę wszechświata. Trzeba więc wyruszyć i kolonizować. Tylko w głowie Baxtera kolonizacja nowego świata to żaden prestiż. Kolonizatorzy nie są bowiem ochotnikami. Nie ma marzycieli, dumnych zdobywców nowych światów. Kolonizatorzy są z łapanki, z hibernatorów, z cel, z szemranych miejsc. Nie ma dla nich miejsca tutaj, więc nie mają wyjścia, muszą szukać go gdzieś pośród gwiazd. Podzieleni na mniejsze grupy, dobrani w taki sposób, by mieszanka genów była maksymalnie różnorodna, pozostawieni sami sobie na obcej planecie tworzą nową ludzkość, a ponad ich głowami mruga równie obca im gwiazda.

I odzywa się nich czysta ludzka natura.

Ludzka natura tyle że na większą skalę objawia się również w wielkiej polityce. Rozmowy na szczycie, ONZ kontra - nazwijmy to ogólnie - Chiny. Pełne uśmiechów, zapewnień o wzajemnym zrozumieniu, potakiwań i poszukiwaniu konsensusu przy jednoczesnym głębokim zaniepokojeniu. A w tle zbrojenia i planowanie własnego porządku. W tle przejęcie kontroli nad niebywałym źródłem energii, jakim są stanowiące zagadkę ziarna. W tle paląca potrzeba udowodnienia, kto jest lepszy. Brzmi jakoś cholernie znajomo?

I jest jeszcze właz. Tajemniczy właz. 

Czy "Proxima" to dobra powieść? Cóż. Może nie jest to wiekopomne dzieło literatury S-F, niestety. Długo się rozpędza, choć na koniec salta nie robi. Zakładanie i życie osady jest rozwlekłe, budowanie czegokolwiek trwa nienormalnie długo, podczas gdy to, co wydaje się o wiele ciekawsze - polityka, kosmiczna wojna, ziarna - ściśnięte i ewidentnie nie potraktowane z taką uwagą, na jaką te tematy w "Proximie" zasługują. Postacie są nieco płaskie, jakby Baxterowi nie do końca szło z konstrukcją osobowiści. Trzeba jednak oddać, że baxterowska wizja planety Ad Ardua i cyklu istniejącego na niej życia jest przewspaniała, czytając miałam ochotę rysować Budowniczych, a koncepcja ziaren i niezwykłego włazu intrygują. Aż chciałoby się wiedzieć o nich więcej. Ale najpierw zobaczmy, jak przewidywalny człowiek robi przez całe wieki cegłę...

No ok, tutaj już sobie kpię.

Ale wracając do tego, co najważniejsze tak sobie dumam, że w sumie to możemy przenieść się w przyszłość, możemy mieć, czego dusza zapragnie, technologię tak rozwiniętą, że podróż na inną planetę wygląda jak podróż pociągiem z Warszawy do Radomia. Nie potrzebujemy skafandrów, odkryliśmy nawet przejścia międzyplanetarne. Co z tego? I tak wszystko zepsujemy. Zgubi nas duma, chora ambicja i decyzje ważniejszych, choć niekoniecznie mądrzejszych od nas. Choćbyśmy nie wiem jakie o sobie (jako gatunku) mieli mniemanie, człowiek zawsze pozostanie tylko człowiekiem. Będziemy pierwszym gatunkiem, który wyginie, będąc w pełni świadomym własnej zagłady i nie robiący w zasadzie nic, by temu zapobiec. Wyrażając głębokie zaniepokojenie. Bo to problem nie dzisiejszych nas. Niech martwią się ci z przyszłości...

Brzmię jak ktoś, kto utracił wiarę w ludzkość?
To dobrze. To bardzo dobrze. Przyda nam się to na następny raz.
(z tą optymistyczną wizją wskoczyła w elfią skórę i poszła wykończyć paru humanów)

 Połowa rzeczy zasługuje na sześć, podczas gdy połowa na jeden. Zatem uczciwie 3/6.

Stephen Baxter: Proxima
tłumaczenie: Dariusz Kopociński
wydawnictwo: Zysk i S-ka
rok wydania:  2013