Javier Marías: Jutro, w czasie bitwy, o mnie myśl

Jutro w czasie bitwy o mnie myśl

Dzisiaj już tylko uśmiecham się do wspomnienia. Wspomnienia dziewczęcia w trampkach, które w odległych już czasach, kompletnie nieświadome tego, co je niebawem czeka, wrzuca do torby nową lekturę na drogę. Losową książkę porwaną z nienależącego do dziewczęcia stosu książek. Małą żółtą książkę z czerwonym maziajem, by sobie poczytać w drodze na uczelnię. W tramwaju. W godzinach porannego szczytu komunikacyjnego. Jeśli tak się złoży, że znasz lub kojarzysz twórczość Javiera Maríasa, chyba potrafisz dopowiedzieć sobie ciąg dalszy tej historii. Jeśli nie znasz, wyjaśniam, że nagle dziewczę w trampkach poczuło się tak, jakby zapomniało rozumienia słów. Słowa w hałasie nie mogły się ułożyć. Nie było dziewczę w stanie przebrnąć nawet przez pierwszą stronę powieści. A są na niej TRZY CAŁE ZDANIA i połowa czwartego..., kopnęło siedzisko trampkiem.

Trochę nieobecna jestem na stronie, wiem. Ale chwilowo mój czas zajmuje lektura książek kompletnie nienadających się tutaj do recenzji. Za jakiś czas wrócę bardziej. Tymczasem by się oderwać, w majówkę urządziłam sobie chwilę ucieczki od zapętlonej rzeczywistości i powróciłam do tej małej żółtej przewrotnej książeczki. I znów uderzyło mnie, jak "Jutro, w czasie bitwy, o mnie myśl" jest wspaniała w swej niewspaniałości.

Prawda jest taka, że fabułę powieści da się zamknąć w kilku zdaniach. (jak to u Maríasa w sumie)
Zatem Madryt. Victor umawia się na schadzkę z Martą, niedawno poznaną kobietą. Finał ma nastąpić w łóżku, jednak nim do czegokolwiek dochodzi, kobieta nagle umiera w ramionach Viktora. Mężczyzna ucieka z miejsca zdarzenia, nie chcąc stać się podejrzanym. Wydawałoby się się, że jego priorytetem powinno być pozostanie anonimowym. Tak nakazywał by rozsądek.

Proste? Proste. Wydawać by się mogło, że nic wyjątkowego, prawda?
Tyle że to Javier Marías. Człowiek, który z prostego kawałka konopnego sznurka wyplecie Ci cholerny tęczowy arras.
Na scenę wkraczają zatem przypadek, pokusa, spełnienie oraz bardzo mocno ułomna ludzka natura. I dlatego zaczyna się dziać.

...Marta Tellez, która z każdym dniem jawi mi się, jak ktoś, kto zawsze był martwy - znam ją znacznie dłużej jako osobę martwą niż tę żywą, którą widziałem, z którą obcowałem i którą całowałem: znałem ją żywą wszystkiego parę dni, z tych paru dni zaś przytomny jej oddechu byłem zaledwie kilka godzin.

Każdemu aspektowi przedstawianej w powieści sytuacji Marías nadaje indywidualny sens. Pierwszoosobowa narracja uwalnia myśli głównego bohatera, pozwala spoglądać na wydarzenia jego oczyma, słuchać jego przemyśleń na każdy, nawet najbłahszy temat, który wyewoluował z istotniejszego, skręcił pod wpływem mniej znaczącego i zawrócił, bo pomyślał o kocie. Tak, zalewa nas strumień świadomości. Królują emocje, obce przemyślenia, miejscami niezgodne z naszymi. Chcielibyśmy wdać się w polemikę z Viktorem, powiedzieć mu: stój, kretynie! Ale nie możemy. Nie możemy zareagować w żaden sposób. Możemy jedynie biernie przyglądać się wydarzeniom.

Tak sobie dumam, że w "Sercu tak białym" innej powieści autora maríasowy bohater próbuje uciekać, w "Jutro, w czasie bitwy, o mnie myśl" jest odwrotnie. Tu bohater nie może się powstrzymać, by wracać. Wciska się, wkręca, ciekawość jest silniejsza niż zdrowy rozsądek, świadomie pcha palce w ogień, choć zdaje sobie sprawę, czym może mu to grozić. Jest to jednocześnie szalone i tak bardzo ludzkie, że... no właśnie, wkręcamy się w te głębokie przeżycia wewnętrzne człowieka, który znalazł się w wyjątkowej dla niego sytuacji.

Tym, czym autor urzekł mnie wówczas, kiedy już darowałam sobie oczywiście czytanie jego powieści w zatłoczonym tramwaju i podjęłam się tego ponownie wieczorem we względnej akademikowej ciszy, był sposób, w jaki hiszpański pisarz przedstawiał wewnętrzną szarpaninę człowieka. Bo ludzie, MY naprawdę tacy jesteśmy, naprawdę myśli kotłują się w naszych głowach, galopują, przechodzą jedne w drugie niby bez sensu, niby chaotycznie, acz jednak z jakiegoś powodu. Działają skojarzenia, działa analiza sytuacji, działają wspomnienia, działają emocje, uczucia, obawy, strach. Żyjemy z hałasem w głowach. Hałasem, który na co dzień nam nie przeszkadza. Jak by wyglądał obnażony i przelany czarnym tuszem na biały papier?

Drobiazgowe opisy zatrzymanych w czasie scen i ich ustawienia niczym w spektaklu teatralnym. Zdania na pół strony i po wielokroć złożone. Przepiękny język, gęsty, przesycony treścią. Wymagający, wciągający, wymęczający, duszny, ale odwdzięczający się za poświęcane mu skupienie, energię i czas doprawdy przepiękną opowieścią.

Oceany myśli i morza dygresji. Jedenaście pauz na oddech. Burza nagle ustała. Literatura najwyższych lotów. Belles-Lettres. Czyli Javier Marías.

Pierwszą miłość (również literacką) zawsze wspomina się z nostalgią, bez względu na jej finał. Zatem nostalgiczne 5/6.

Javier Marías: Jutro, w czasie bitwy, o mnie myśl
tłumaczenie: Carlos Marrodan Casas
wydawnictwo: MUZA SA - seria Salsa
rok wydania: 2003 (to mój egzemplarz, ale wiem, że jest też nowsze wydanie)

My Instagram