Cormac McCarthy: To nie jest kraj dla starych ludzi


To mogłaby być sztandarowa powieść zasady Less is more. Brak opisów czegokolwiek, brak jakichkolwiek zbędnych słów. Ba, brak jest nawet myślników wyodrębniających dialogi bohaterów. Sama esencja, bez otoczki. Więc jeśli gdzieś tam w czasach szkoły średniej powtarzałeś sobie i innym, że bardzo męczą Cię pozytywistyczne powieści przez te ich kilkustronicowe opisy drzewa, które w głowie czytającego trwają wieki, góry, rzeki całe, to mam dla Ciebie coś na absolutnie przeciwnym literackim biegunie. Zatęsknisz może nawet za sosną.

Na początku był pomysł. Z pomysłu powstał zlepek słów. Cormac McCarthy napisał tę historię pierwotnie jako scenariusz filmowy. Ze scenariusza powstała jednak książka i  Jest, ale przeszłość jej jest mocno wyczuwalna. McCarthy stworzył historię osadzoną w 1980 roku gdzieś na pograniczu Stanów i Meksyku. Pogranicze to narkotyki, Szatan, który zamieszkał na pustyni, zdaniem lokalnego szeryfa. A skoro jest lokalny szeryf to znaczy, że mamy western! Współczesny western. Taki neo noir western. Ogólnie - ciekawa rzecz. 

Weteran wojny wietnamskiej Llewelyn Moss trafia w niewłaściwe miejsce o niewłaściwej porze. I czeka tam na niego dywan trupów, kokaina i walizka pełna pieniędzy. Z chwilą złapania za rączkę torby wie, że właśnie podjął decyzję. Właśnie porzuca polowanie i sam zaczyna uciekać. A jego tropem podąża kawał niezłego skur.... psychopaty. 

"Życia całego trzeba, żeby zobaczyć siebie takim, jakim jest się naprawdę,
a i wtedy można się pomylić".
Cormac McCarthy - To nie jest kraj dla starych ludzi

Tym, co szczególnie w tej mocno oszczędnej powieści intrygujące, są właśnie motywacje głównych bohaterów. McCarthy zupełnie nie pomaga w poszukiwaniu odpowiedzi, ograniczając historię do minimum i przelewając właściwie cały jej sens do naturalistycznych dialogów. Być może właśnie dlatego tak bardzo dobre wydają się stworzone przez pisarza postacie. Bo po trosze tworzymy je sobie sami. Nie tylko Llewelyn Moss, szeryf Bell czy genialny Chigurh (jeśli ktoś ma wątpliwości, jak powinien wyglądać psychopata idealny, koniecznie musi go poznać i wysłuchać mowy, którą wygłasza do żony Llewelyna), ale i te drugoplanowe.

Jest książka, ale jest i film o tym samym tytule. Dzieło braci Coenów z 2008 roku. Doskonale podkreślający minimalizm nakreślony przez McCarthy'ego. Jednakże film, choć sam w sobie genialny, w żaden sposób nie wyjaśni Ci dlaczego "To nie jest kraj dla starych ludzi". Tak sobie dumam, że na to pytanie w zasadzie przez cały czas odpowiada Szeryf Ed Tom Bell. We wstępie do każdego rozdziału odkrywa przed czytelnikiem kawałek innego świata, przeszłego już świata, gdy życie stróża prawa i w ogóle ludzi było prostsze, uczciwsze, bardzie oczywiste. Gdy istniejące do zwalczania zło było zupełnie inne, a wygląd i charakter tego obecnego nawet się ludziom wtedy nie śnił. Rozmyślania szeryfa wyznaczają Czytelnikowi pewien filozoficzny kierunek, wskazują drogę, na której już czai się akcja powieści, by zobrazować kontrast i połamać mu wszystkie kości.

Jestem kontent.


Cormac McCarthy: To nie jest kraj dla starych ludzi 
(No Country for Old Men)
tłumaczenie: Robert Sudół
wydawnictwo: Literackie
rok mojego wydania: 2014