Sigríður Hagalín Björnsdóttir: Wyspa

Tak Sobie Dumam: Sigríður Hagalín Björnsdóttir - Wyspa /recenzja/

Księżycowy krajobraz i chłód. Merynosy i swetry. Sigur Rós i samotność. Oto o czym myślę, gdy myślę o Islandii. Prawie trzysta sześćdziesiąt pięć tysięcy ludzkich dusz na skale otoczonej ze wszech stron zimnymi wodami Atlantyku. Nie ma mostu, by tam przybyć. Nie ma mostu, by stamtąd wyjechać. Z wielkim Światem łączy skałę jedynie łaska technologii. Mieszkałabym.

Miejsce jakby stworzone dla tego typu dystopii. Ułamek sekundy - wszystko się rwie. Żadnych połączeń, brak kontaktu ze strony jakiegokolwiek innego kraju. Do mieszkańców dociera fakt pełnej izolacji oraz jej konsekwencje. Działają tylko lokalne portale, możliwe są jedynie lokalne połączenia telefoniczne. Żaden samolot transportowy nie przyleci, żadna importowana żywność nie przypłynie. Kończy się jedzenie, kończą się leki. Kraina chłodu pozostała sama i musi teraz w jakiś sposób sama sobie wystarczyć. Cały wielki Świat kurczy się do małej wyspy, jej murami zaś zimny ocean. 

Islandia posłużyła autorce za poligon doświadczalny. Wyspa to ciekawa wizja najgorszego i trochę czarny scenariusz dla ludzkości. Autorka nie koncentruje się tylko na ludziach, zmianach w nich zachodzących, problemach społecznych w skali indywidualnej czy budzącej się agresji. W skali makro otrzymujemy bowiem interesujące spojrzenie na zarządzanie kryzysowe i korzystanie z możliwości, jakie sytuacja kryzysowa niesie. Romans mediów z polityką i opowieść o tym jak łatwo mydlić przerażonemu społeczeństwu oczy optymistyczną propagandą sukcesu /znaczące uniesienie prawej brwi/, manipulować mediami, a w drodze ku własnym celom pić szampana, gdy inni walczą o zdobycie chleba czy ryżu.

Da się wyczuć, że Sigríður Hagalín Björnsdóttir to dziennikarka i aktywna komentatorka polityczna. Z całą pewnością za podwalinę powieści posłużyły jej własne doświadczenia, obserwacje i przemyślenia z czasu kryzysu finansowego w Islandii. Dzięki temu, odrzucając konwencję klasycznego pełnego akcji postapo, Wyspa w swej statyczności zyskuje literacką szlachetność, zmusza do interpretacji rzeczywistości i tworzenia w głowie mapy odniesień do..., a takie książki są cenne. To opowieść o tym, co może się wydarzyć, jak może zostać wykorzystane i przestroga, na co należy uważać, a jej przekaz jest ponadislandzki. I co zabawne, tak sobie dumam, że to, co w powieści zszokowało Islandię tak bardzo, co wydaje im się niemożliwe, my już niestety w naszej historii przerabialiśmy, a pewne rzeczy przerabiamy nawet obecnie.

Do zarzucenia Wyspie mam jedno: nienawidzę nie wiedzieć. 
A Sigríður Hagalín Björnsdóttir zostawiła mnie z niewiedzą. 
To jak swędzenie nosa, gdy ma się związane ręce.

_________________________________

Sigríður Hagalín Björnsdóttir: Wyspa
Tłumaczenie: Jacek Godek
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2018