George Saunders: Lincoln w bardo

Tak Sobie Dumam: George Saunders "Lincoln w bardo" recenzja


Taki czas jesienny, taki weekend chryzantemowy, więc aż się prosi, by zapalić znicz na stoliku, zaprosić Jeźdźca bez głowy na wieczór z  filmami i częstować popcornem dusze potępione, które akurat wpadną. Strój dyni sobie jednak w tym roku odpuszczę, bo sami wiecie...

"Na głowie kwietny ma wianek...", nuciłam, myśląc o naszych swojskich mickiewiczowskich Dziadach. Bo cóż innego mieć na i w głowie, gdy trafia się na cmentarz pełen dusz potępionych, nie do końca mających świadomość tego, co też się z nimi dzieje? Niektóre niejako akceptują swój stan. Dostrzegają, że miejsce, w którym się znaleźli to trupiarnia, kostnica, śmierci wysypisko, smutna resztka odstręczającego i grubiańsko materialnego koszaru, cytując jedną z dusz. Inni jednak trzymają się jeszcze wizji życia. Przyjechali tu nie w trumnach, a w skrzyniach szpitalnych. W ich nieżyciu nic się nie dzieje, dawno o nich zapomniano. Nucę dalej, mając przed sobą ten cmentarz samotnych dusz. Dlatego następuje duchowe poruszenie, gdy trafia między nich Willy, niedawno zmarły chłopiec, do którego nocą na cmentarz przychodzi jak najbardziej żywy, choć pogrążony w głębokim żalu ojciec Abraham Lincoln.

Patchworkowy potwór. Przejaw geniuszu autora, który porzucił pisanie opowiadań dla tejże właśnie powieści. Powieści w formie tak dziwacznej, jak jej bohaterowie. Zarówno zabawnej, jak i poruszającej struny czytelniczej wrażliwości. Ulepionej z cudzych relacji, z fragmentów fikcyjnych, czy niefikcyjnych źródeł pisanych: z listów, dzienników, biografii, ze wspomnień i spostrzeżeń osób współczesnych ojcu i synowi, które często gęsto przeczą sobie wzajem. Przede wszystkim jednak z monologów potępionych i z toczących się żwawo rozmów czyśćcowych. I choć gdzieś mniej więcej w połowie powieść George'a Saundersa traci niestety swój impet, a w natłoku wypowiedzi i wyznań zatraca się na pewien czas z oczu cel, nie da się ukryć, że jako całość stanowi wzór zaskakującej i wspaniałej literatury, którą równie wspaniale przełożył Michał Kłobukowski.

"Lincoln w bardo" to zderzenie metafizyczności z rzeczywistością. Z jednej strony to wyobrażenie Saundersa o czyśćcu, w którym w jednaki sposób lądują wielmożny pan i podrzędna dziwka, czy wielebny. Miejsce, w którym dusze pokutują za to, jak żyły, tym samym spowiadając się sobie nawzajem. Lustro, w którym przegląda się sam czytający. Z drugiej zaś jest to opowieść oceanie żalu, przez który każdy człowiek musiał, musi, tudzież będzie musiał kiedyś przepłynąć.

_________________________

George Saunders: Lincoln w bardo 
przekład: Michał Kłobukowski
wydawnictwo: ZNAK
rok wydania: 2018