Jakub Małecki: Saturnin

Jakub Małecki: Saturnin

Jestem, nie ma mnie, jestem. Jakie to cudowne. Być może, gdy mnie nie ma, znikam na tajemniczym dodatkowym odcinku trasy mego autobusu, na tych kilku kilometrach, które w jedną stronę są, a w drugą ich nie ma. Kto wie. W autobusie poznałam też chłopca, który nosi na sobie gwiazdozbiory piegów i ma naprawdę niezwykłe imię. Saturnin. 

Emanuje jakimś kosmicznym smutkiem, który chciałoby się ukoić. I gdyby tylko spoglądać, rozgryzać wewnętrzną tajemnicę człowieka, gdybać, można by uznać go wręcz za zjawisko. Jednak on sam siebie za wyjątkowego nie uważa. Przeciwnie. Dla siebie jest co najwyżej przeciętny z tendencją spadkową. I gdy zaczyna o sobie opowiadać, gdy te gwiazdozbiory piegów przemawiają, pęka szkło, czar magicznego chłopca nagle znika, a Ty zaczynasz ukradkiem rozglądać się za kimś innym.

Z tą książką jest podobnie. "Saturnin" to opowieść o rodzinie. Trzy ludzkie czasy, trzy ludzkie opowieści pozornie ze sobą niezwiązane. Każde z trzech pokoleń - Saturnin, jego matka i jego dziadek - mają swoje tajemnice, bolesną przeszłość, której wspomnienie skrywają głęboko w sobie, nie pozwalając jej wydostać się na zewnątrz. Efekty tej ciągłej walki wpływają na ich otoczenie, na relacje z bliskimi oraz w druzgocący sposób na nich samych. A ja, czytelnik sunący gdzieś po magicznym odcinku autobusowej trasy, przewracając strony powieści, doświadczam powolnego ich odkrywania. Lubię tak.

I znów realność opisywanych zdarzeń podkreślana jest za pomocą niezwykłości, jednakże w swojej najnowszej powieści autor stosuje ten zabieg bardzo oszczędnie. Słońca w siatce, ukryty odcinek drogi, pełzający wąż. Niby chciałoby się więcej, jednak czy to "więcej" nie umniejszyło by wartości tych wyróżnionych? Chyba tak.

Z jednej strony, jako adoratorka talentu ukazanego w "Dygocie" i "Rdzy" oraz zdecydowana przeciwniczka "Horyzontu" (portal do tekstu) cieszę się z powrotu do tego, co Małeckiemu wychodzi najlepiej: do tkania historii z ludzkich uczuć, wspomnień, nostalgii i tak pięknie malowanej straty. Wewnętrza wrażliwość autora sprawia, że gdy bierze się za postać, którą naprawdę rozumie, jest ona wiarygodna, a jej emocje szczere. Być może dlatego, że przelewa w nie część siebie. I to jest wspaniałe. Z drugiej jednak strony, nie mogę udawać, że nie zauważyłam, jak mnie autor próbował między posiłkami zapychać chlebem, ale nie oszukujmy się, nie może być idealnie. 

Trzeba spojrzeć racjonalnie. Przecież jak mawia klasyk:

"To repeat the same action and expect different results is madness."
Murozond,  lord Infinite Dragonflight

Zatem. Dobrze to też jest coś. Jazda autobusem była przyjemna.

___________________
Jakub Małecki: Saturnin
wydawnictwo: SQN
rok wydania: 2020