Pogadajstwo: Jego Mroczne Materie i Ja


Głupio tak rozpoczynać od żalu i pochylania ze wstydem głowy, ale czasem trzeba się ukorzyć i prosić autora o wybaczenie młodzieńczej głupoty. I żal mieć również do siebie, że przez przyjęcie na wiarę interpretacji osoby trzeciej, niejakie zawierzenie jego wizji, lata żyło się w mylnym przekonaniu, że nie ma sensu czytać Mrocznych Materii. O, jakże bardzo, bardzo mylnym. 

Panie Philipie, ja Pana tak bardzo przepraszam...

Wszystko przez film Chrisa Weitza z 2007 roku zatytułowany "Złoty kompas".  Choć wizualnie jak na tamte czasu piękny i z całkiem sporym gwiazdozbiorem w obsadzie, zupełnie nie przekonał mnie przedstawioną historią, nie zainteresował bohaterami, wręcz sprawił, że pomyślałam szkoda na to czasu, więc machnęłam na Mroczne Materie Pullmana ręką. Z perspektywy czasu wiem, że największą bolączką Weitza była próba zmieszczenia pullmanowskiej historii zawartej w pierwszym tomie trylogii w jeden niespełna dwugodzinny film. Skróty uproszczenia i pośpiech zabiły sens opowieści. I to nic właśnie dostawał widz. Dość napisać, że produkcję "Złotego kompasu 2" przerwano i projekt anulowano. Nikt nikt nie był zaskoczony, mało kto czekał.

I taki stan trwał do 2020 roku, gdy nie mając za bardzo pomysłu, co oglądać - pandemia i praca zdalna sprawiły, że czasem mam wrażenie że obejrzałam wszystko, co mnie interesowało, włączyłam podpowiedź serwisu, serial "Mroczne materie". Dostępny był wówczas tylko pierwszy sezon. Oczywiście nie kliknęło mi w tamtej chwili, że to jest to samo, tylko że inne, jak mawiają niektórzy. Najpierw pojawiło się irytujące uczucie, że gdzieś już coś takiego było, już coś takiego widziałam. Natarczywe przebłyski i poszukiwanie z tyłu głowy. Wiecie, jednak to było 13 lat przerwy. Olśnienie przyszło później równie wielkie, co zaskoczenie, gdy połączyłam kropki.

I przyznaję, zdumiona acz zachwycona wielce pomyślałam sobie, że to niezwykłe jak jedną historię można opowiedzieć na dwa diametralnie różne sposoby. Oczywiście serial daje o wiele większe możliwości niż pełnometrażowy film. To bezdyskusyjne, więc porównywanie tego byłoby nie fair. Ale tym, co mnie uderzyło najbardziej był fakt, że tak jak "Złoty kompas" był ewidentnie kinem familijnym z targetem w postaci młodego widza, a historia i oprawa wizualna tak ukształtowane, by do nich właśnie dotrzeć, tak w "Mrocznych Materiach" daje się wychwycić subtelność, mrok i przekaz tylko dla dorosłego, coś co gra na skojarzeniu wynikającym z doświadczeń życiowych, a czego dziecko w ogóle nie zarejestruje, albo nawet jeśli, to uzna za nieistotne. 

I z miejsca zamówiłam całą trylogię Philipa Pullmana z dostawą pod drzwi. 
I przybyła. 
Pięknie wydane "Zorza Polarna", "Delikatny nóż" i "Bursztynowa Luneta" -
trylogia licząca łącznie 1217 stron zdominowały mój czas dobranocnej lektury. 

Na dzień, gdy piszę ten tekst, mam za sobą już 713 stron (czyli dwa pełne tomy), a przede mną ostatnia część. Nie czytam szybko, trochę stron przed snem, dlatego cisza na tej stronie taka i w sumie jeszcze chwilę potrwa. Początkowo chciałam pisać o każdej z książek osobno ale... w kontekście przemyśleń zebranych byłoby to tak bardzo bez sensu. Dlatego jeszcze chwilę mnie nie będzie, jeszcze pomilczę, bo muszę doczytać pozostałe 504 strony. Ale poczułam potrzebę posypania głowy prochem. Bo tak bardzo żałuję, że dałam się zwieść wrażeniu jakie wywarł na mnie film z 2007 r. i że pullmanowski wieloświat po prostu sobie odpuściłam. 

Póki co chciałam jedynie przeprosić autora, że potrzebowałam 13 lat, by poznać i docenić jego dzieło. Ale to chyba kolejny dowód na to, że wszystko, czego nie doświadczymy sami, a co sprzedawane jest nam przez osoby trzecie - reklama książki, film czy serial na podstawie książki, recenzja książki - filtrowane są subiektywnym światłem wyobraźni osoby opowiadającej i stanowią tylko ich interpretację. Obejrzałam w 2007 roku film i na jego podstawie uznałam, że nie warto czytać książek Philipa Pullmana, bo to płytka dziecinada. BŁĄD!

Moja wina, moja wina moja bardzo wielka wina.

Panie Philipie, ja Pana naprawdę tak bardzo przepraszam...

źródło zdjęcia - https://prabook.com/web/philip.pullman/635909

A on patrzy smuto, taki mną głęboko zawiedziony, jakbym cudzego dajmona pogłaskała... 
Pozostaje mi tylko wierzyć, że takie rzeczy się zdarzają. Nie tylko w naszym, ale i we wszystkich innych światach równoległych.